JUBILEUSZ 2025 /8/

– NADZIEJĘ ZAWIESIŁAM NA RÓŻAŃCU…

…na różańcu szeptanym codziennie przez kilka bliskich osób.

Tygodnie i miesiące… Tajemnice i części…

Choć osobno, to razem… Jeden głos, którego echo w każdym sercu brzmi po swojemu…

Są chwile, kiedy fale życia zalewają moją łódkę ufności i modlitwy. Coraz mocniej czuję, że gdybym była w tej łódce sama, sztormy mogłyby zmieść mnie na samo dno. Coraz bardziej jestem przekonana, że dostałam koło ratunkowe, aby nie zwątpić i nie stracić nadziei. Nie stracić nadziei… w Roku Nadziei. Coraz więcej wdzięczności mam dla tych, którzy mi towarzyszą.

Nauczyłam się myśleć o paciorkach w ich rękach. Myśleć wtedy, kiedy życie prowadzi mnie ścieżką wielkiej pokory albo wiedzie przez las niepewności. Przywołuję je w pamięci, gdy ciężko mi coś zrozumieć, przyjąć, czy wybaczyć.

Stają się pomocą do wytrwania w ciszy, kiedy trzeba zamilknąć, aby nie odpowiedzieć złym słowem, ale skupić się na szukaniu dobra. Przynoszą ukojenie wśród deszczu rodzących się w sercu pytań i dodają odwagi wobec czającego się poczucia bezsilności.

A w chwilach, gdy mnie samej różaniec zaczyna wysuwać się z rąk, myśl o innych dłoniach, które przesuwają paciorki, pomaga nie ulec pokusie porzucenia Bożego dzieła.

W Roku Nadziei, który się niedawno zakończył, zawiesiłam nadzieję na różańcu. Na różańcu, który uplotła dla nas sama Maryja.



ms

do góry